piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział V

 Postanowiłam jechać do szpitala. Założyłam co luźnego na siebie i wyszłam. Wsiadłam w autobus i dojechałam na miejsce w piętnaście minut. Weszłam do szpitala. Spytałam recepcjonistki gdzie leży Felix Sandman. Uprzejma kobieta powiedziała, że jest na sali segregacji. Idąc tam bardzo się martwiłam. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się co mu jest. Lekarz kazał mi zaczekać przed salą. Nie chciał, żebym tam wchodziła. Czekałam na niego dziesięć minut.
- Pani Warner? - zapytał lekarz.
- Tak, to ja - odpowiedziałam.
- Pan Sandman prawdopodobnie zażył dość dużą dawkę środków nasennych. Musi zostać tutaj do jutra. Niech pani idzie do domu - powiedział lekarz i odszedł.
Zbladłam. Usiadłam na krześle i zaczęłam zadawać sobie pytania. Dlaczego on to zrobił? Przecież dopiero co się na nim zawiodłam. Może ma jakieś problemy, o których nie chciał mi powiedzieć? Nie mogę przecież zostawić go samego. Czeka nas długa rozmowa. Wstałam i wyszłam ze szpitala. Czułam jak po policzku spłynęła mi łza.
 Weszłam do domu. Zjadłam coś i poszłam do pokoju. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam płakać. Postanowiłam zadzwonić po Lilly, dziewczynę Oggie'go. Przyszła po dwudziestu minutach.
- Wejdź, proszę - powiedziałam.
- Hej Emma - uśmiechnęła się, ale gdy spojrzała na moją zapłakaną twarz, od razu posmutniała. - Co Ci się stało?
- To przez Felixa, przed chwilą wróciłam ze szpitala. Zasłabł, gdy był u mnie w łazience. Lekarz powiedział, że to jakieś środki nasenne czy coś - powiedziałam i popłakałam się. Lilly mnie przytuliła i próbowała pocieszyć.
- Nie martw się, wyjdzie z tego. Na pewno dostanie porządne kazanie od chłopaków. Ty też z nim powinnaś porozmawiać - powiedziała.
-  Co by było, gdyby on... - nie dokończyłam i przytuliłam ją jeszcze mocniej.
Zaproponowała mi wspólne zakupy, ale odmówiłam. Nie miałam ochoty. Było już po siedemnastej. Lilly jeszcze chwilę posiedziała i musiała iść, bo była umówiona z Oggim. Odprowadziłam ją do drzwi, pożegnałyśmy się i poszłam na górę. Ciągle myślałam o Felixie i o tym co zrobił. Co się  nim teraz dzieje? Nie mam pojęcia. Chyba wyszedł już ze szpitala, a ja zostanę obsypana wiadomościami i przeprosinami. Nie byłam zła na niego. Byłam zła na siebie, że nie zauważyła, że coś jest z nim nie tak.
Od: Felix
"Emma, jestem już w domu. Wiem, że byłaś w szpitalu i wiem, że lekarz Ci wszystko powiedział. Chcę z Tobą porozmawiać, spotkajmy się."
Do: Felix
"Dobrze, za dziesięć minut w parku."
Ubrałam się, założyłam vansy, wzięłam komórkę i wyszłam z domu. Dotarłam do parku w pięć minut. Fel już na mnie czekał.
- Emma, witaj - przytulił mnie.
- Cześć - powiedziałam.
- To nie jest tak, jak myślisz. Nie jestem jakimś stukniętym samobójcą. Pamiętasz imprezę u Oggie'go? Ktoś mi dosypał tego świństwa do picia.
Ulżyło mi. Uwierzyłam mu, miałam nadzieję, że nie kłamie. Przytuliłam go.
- Kocham Cię - powiedział Felix.
- Ja Ciebie też - uśmiechnęłam się.
Fel odprowadził mnie pod furtkę. Cieszyłam się, że wszystko jest w porządku, i że nic mu nie jest. Pożegnaliśmy się.
Weszłam do domu. Zadzwoniłam do Lilly, aby wszystko jej powiedzieć. Tego wieczoru dość długo zastanawiałam się "kim jest dla mnie Felix?" sama nie wiem.
 W sobotę tata chciał mnie zabrać na zakupy po jakieś rzeczy szkolne. Wstałam rano, zjadłam śniadanie, ubrałam się i wyszliśmy. Wróciliśmy po południu. Schowałam przybory szkolne do szafek, poprzeglądałam potem różne portale społecznościowe i usłyszałam pukanie do drzwi. W nich stał Felix.
- Wejdź, nic nie mówiłeś, że przychodzisz - powiedziałam.
- Chciałem Ci o czymś powiedzieć - odpowiedział.
Wszedł do salonu i usiadł na kanapie. Jego twarz była smutna, nie wiedziałam dlaczego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz